Przez wiele lat jego żona nie wiedziała nawet, czy jest wdową. Nie wiedziała, gdzie szukać męża ani co wydarzyło się z nim po wywiezieniu z Polski. Kilkadziesiąt lat później poszukiwania przejęła wnuczka. Z rodzinnych wspomnień oraz dokumentów Polskiego Czerwonego Krzyża, Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau i niemieckiego urzędu stanu cywilnego udało się stopniowo odtworzyć losy Jana Konsalika – rolnika ze Słuchocina, męża i ojca trojga dzieci, więźnia Pawiaka, KL Auschwitz i systemu obozów KL Natzweiler. Jego historia pokazuje nie tylko los człowieka uwięzionego przez Niemców, ale również trwające przez dziesięciolecia poszukiwania rodziny, która próbowała odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie: co się z nim stało?
Jan Konsalik urodził się 1 stycznia 1906 roku w Słuchocinie. Z dokumentacji Polskiego Czerwonego Krzyża wynika, że był synem Adama i Pauliny z domu Plewka. W zachowanych źródłach jego nazwisko zapisywano na kilka sposobów: Konsalik, Kosalik i Kasalik, natomiast w niemieckim akcie zgonu występuje jako „Johann Kosalik”. Różnice te nie są dziś korygowane ani ukrywane – stanowią część zachowanej dokumentacji. Zgodność daty i miejsca urodzenia oraz pozostałych danych pozwala powiązać te zapisy z tą samą osobą. W 1942 roku Jan miał żonę Mariannę i troje małych dzieci, które miały osiem, pięć i dwa lata. Rodzina utrzymywała się z gospodarstwa rolnego. Według relacji rodzinnej po zbombardowaniu głównej części wsi przeniosła się na tzw. kolonię, gdzie zamieszkała w niewykończonym jeszcze domu. Warunki życia były bardzo trudne.
W pamięci rodziny zachowała się opowieść o wydarzeniu, które miało doprowadzić do aresztowania Jana. Miejscowy volksdeutsch miał zarekwirować należącego do gospodarstwa jedynego konia. Dla rodziny żyjącej z pracy na roli była to niezwykle dotkliwa strata. Jan wraz z młodszym bratem miał nocą udać się po zwierzę i odzyskać je. W przekazie rodzinnym pojawia się również przypuszczenie, że bracia mogli mieć przy sobie broń, ale tego szczegółu nie potwierdzają znane obecnie dokumenty. Volksdeutsch miał następnie zawiadomić niemieckie władze. Jan został aresztowany. Rodzina zachowała także informację o jego możliwym pobycie w areszcie w Węgrowie, jednak również tego etapu nie udało się dotychczas potwierdzić źródłowo. Pewniejsze informacje rozpoczynają się od kwietnia 1942 roku. W latach 1976–1977 żona Jana, Marianna, zgłaszając jego zaginięcie do Polskiego Czerwonego Krzyża, podała, że został wówczas aresztowany i osadzony na Pawiaku w Warszawie.
Dla Marianny rozpoczął się okres prób ratowania męża. Według relacji rodzinnej jeździła na Pawiak z paczkami. Miała również sprzedać część pola, aby zdobyć pieniądze i podjąć próbę jego „wykupienia”. Nie przyniosło to rezultatu. Po około roku uwięzienia Jan został przeznaczony do deportacji. Dokumentacja pozwala dokładnie ustalić kolejny etap jego losów. 28 kwietnia 1943 roku wywieziono go z Pawiaka transportem do KL Auschwitz. Następnego dnia, 29 kwietnia, przybył do obozu, gdzie otrzymał numer więźniarski 119290. Kwerenda przeprowadzona wiele lat później przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau potwierdziła zarówno transport z Warszawy, jak i nadany mu numer. Zachowała się także informacja dotycząca jego pracy. Między 8 czerwca a 13 sierpnia 1944 roku był notowany jako pracujący w komandzie określonym w dokumentacji jako „134 B Entlade b. Dachpappenfabr.”. Jest to jednak tylko niewielki fragment informacji o jego ponad rocznym pobycie w Auschwitz. Muzeum w piśmie skierowanym do rodziny zaznaczyło, że zachowane dokumenty stanowią jedynie część akt wytworzonych podczas funkcjonowania obozu, ponieważ pod koniec wojny znaczna część dokumentacji została zniszczona przez SS.
Kolejna potwierdzona data to 23 sierpnia 1944 roku. Tego dnia Jan Konsalik został przeniesiony z KL Auschwitz do KL Natzweiler. Rozpoczynał się ostatni etap jego życia. Dokumentacja zgromadzona przez Polski Czerwony Krzyż prowadzi dalej do Natzweiler-Kommando Dautmergen, a następnie zawiera również informację o Natzweiler-Kommando Schömberg. Niemiecki akt zgonu pozwala spojrzeć na te zapisy jeszcze dokładniej. W chwili śmierci Jan, zapisany jako „Johann Kosalik”, figurował jako przebywający w Arbeitslager Dautmergen, natomiast jako miejsce jego śmierci wskazano Schömberg. Nie należy więc upraszczać tych informacji do jednego miejsca – zachowane źródła pokazują związek jego ostatnich miesięcy zarówno z Dautmergen, jak i Schömbergiem.
Dautmergen i Schömberg były związane z przedsięwzięciem znanym jako „Wüste” – „Pustynia”. W ostatniej fazie wojny, wobec narastających niedoborów paliwa, III Rzesza próbowała wykorzystać występujące w tym rejonie łupki roponośne do jego produkcji. Do pracy wykorzystywano więźniów obozów koncentracyjnych. Dla ludzi osadzonych w tamtejszych obozach oznaczało to ciężką pracę, głód i postępujące wyniszczenie. Właśnie ten fragment losów Jana przez wiele lat był dla jego wnuczki szczególnie trudny do poznania. Informacje dotyczące Auschwitz były stosunkowo łatwiejsze do odnalezienia w literaturze, natomiast historia Dautmergen, Schömbergu i „Wüste” pozostawała znacznie mniej znana. Dochodziły do tego niemieckie nazwy, skomplikowana struktura obozów i bariera językowa. Małgorzata szukała materiałów i relacji ocalałych, próbując zrozumieć rzeczywistość, w której jej dziadek spędził ostatnie miesiące życia. Z czasem dotarła także do informacji o działalności Gedenkstätteninitiative Eckerwald, zajmującej się zachowaniem pamięci o ofiarach miejsc związanych z „Wüste”.
Ostatni dzień życia Jana znamy dzięki dokumentowi, którego jego rodzina szukała przez wiele lat. Akt zgonu Standesamt Schömberg nr 748/1945 podaje, że Johann Kosalik, przebywający w Arbeitslager Dautmergen, zmarł 1 marca 1945 roku o godzinie 2.00 w Schömbergu. W tym samym dokumencie zapisano datę jego urodzenia – 1 stycznia 1906 roku – oraz miejsce urodzenia jako „Sluchocin, Polen”. Jan miał 39 lat. Akt nie podaje przyczyny śmierci, dlatego na podstawie tego dokumentu nie można stwierdzić, w jakich dokładnie okolicznościach zmarł. Polski Czerwony Krzyż dysponuje ponadto zapisem, według którego Jan został pochowany na cmentarzu w Schömbergu – Ehrenfriedhof. PCK wskazuje, że podstawą tej informacji były materiały dotyczące zgonów obywateli polskich podczas II wojny światowej na terenie Niemiec, przekazane w 1959 roku przez Niemiecki Czerwony Krzyż w RFN. Tym samym wcześniejsze rodzinne przypuszczenia dotyczące możliwej śmierci podczas marszu ewakuacyjnego nie znajdują potwierdzenia w przedstawionych dokumentach i nie mogą być traktowane jako ustalony fakt.
Dla rodziny dotarcie do tych informacji trwało jednak dziesięciolecia. Własne poszukiwania Małgorzaty zaczęły się od sceny, którą zapamiętała jako nastolatka. Miała około dwunastu lub trzynastu lat. Często siadała z babcią na tapczanie i rozmawiała. Marianna była kobietą skrytą i niechętnie wracała do wojennych doświadczeń. Pewnego dnia wnuczka zobaczyła ją siedzącą nad listem i płaczącą. Kiedy zapytała, co się stało, usłyszała, że babcia otrzymała wiadomość potwierdzającą śmierć męża. „Ten obraz został w mojej pamięci przez ponad 40 lat” – wspomina Małgorzata. Marianna miała zaledwie cztery klasy szkoły podstawowej i sama nie wiedziała, do jakiej instytucji powinna się zwrócić. Pomogła jej kobieta z Warszawy, u której pracowała, sprzątając mieszkanie. To przy jej pomocy powstało pismo do Polskiego Czerwonego Krzyża. W rodzinnej pamięci pozostały również słowa Marianny, że przez lata nie wiedziała nawet, czy jest wdową. Nie wiedziała, czy Jan żyje, gdzie może przebywać ani gdzie należałoby go szukać.
Historia dziadka zainteresowała młodą Małgorzatę. Zaczęła czytać dostępną w miejscowej bibliotece literaturę dotyczącą obozów. Czytała tak dużo, że jej zainteresowanie zwracało uwagę bibliotekarek. Później przyszło dorosłe życie, praca i wychowywanie trojga własnych dzieci. Poszukiwania zeszły na dalszy plan. Po śmierci babci okazało się jednak, że dokument, który Marianna kiedyś trzymała w rękach, zaginął. Małgorzata postanowiła więc zacząć od początku. Pisała do Polskiego Czerwonego Krzyża i Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, czekając na kolejne odpowiedzi. „Nauczyłam się czekać” – wspomina. W tym samym czasie uczyła się korzystać z komputera i Internetu. Poszukiwania zaprowadziły ją do genealogii i na fora genealogiczne, gdzie ludzie pomagali sobie wzajemnie docierać do informacji i dokumentów. Jedną z największych przeszkód pozostawał język niemiecki, którego Małgorzata nie znała. Kiedy trzeba było napisać do Niemiec w sprawie dziadka, poprosiła więc o pomoc jedną z kobiet poznanych na forum. Po około trzech miesiącach nadeszła odpowiedź. W kopercie znajdował się akt zgonu Jana.
Początkowo dokument przyniósł raczej rozczarowanie niż odpowiedź na wszystkie pytania. Był krótki i urzędowy, zawierał niewiele danych, a imię i nazwisko zapisano jako „Johann Kosalik”. Dopiero po zestawieniu go z dokumentacją PCK i Muzeum Auschwitz-Birkenau jego znaczenie stało się wyraźne. Potwierdzał dokładną datę i godzinę śmierci, miejsce śmierci, datę i miejsce urodzenia oraz związek Jana z Arbeitslager Dautmergen. Poszukiwania Małgorzaty nie ograniczały się jednak do korespondencji. Były również wyprawy do parafii i archiwów oraz spotkania z dalszymi członkami rodziny. Każdy mógł posiadać fotografię, dokument albo choćby fragment wspomnienia. Ponieważ Małgorzata nie prowadzi samochodu, podróże wymagały szczegółowego planowania. Dojazd komunikacją publiczną, kwerenda czy spotkanie i powrót musiały zmieścić się w jednym dniu. Z czasem nauczyła się również obrabiać fotografie, przygotowywać teksty, zmieniać formaty plików i porządkować coraz większą liczbę zgromadzonych materiałów. Co pewien czas ponownie wyszukiwała te same nazwy: Natzweiler, Dautmergen, Schömberg, „Wüste”. Zawsze z nadzieją, że pojawiło się coś nowego. Rozwój Internetu oraz narzędzi tłumaczących stopniowo otwierał przed nią także niemieckojęzyczne materiały, które wcześniej pozostawały praktycznie niedostępne.
W historii Jana Konsalika jest więc również historia dwóch kobiet, które w dwóch różnych epokach szukały tego samego człowieka. Najpierw robiła to jego żona Marianna – pozostawiona z trojgiem małych dzieci, jeżdżąca z paczkami na Pawiak, próbująca ratować męża, a po wojnie przez lata niepewna nawet tego, czy nadal żyje. Kilkadziesiąt lat później poszukiwania przejęła wnuczka. Dysponowała już komputerem i Internetem, lecz nadal potrzebne były lata cierpliwości, pomoc innych ludzi, korespondencja z instytucjami, podróże do archiwów i żmudne zestawianie ze sobą kolejnych dokumentów. Dziś drogę Jana można przedstawić za pomocą kilku nazw: Słuchocin – Pawiak – KL Auschwitz – KL Natzweiler – Dautmergen – Schömberg. Możemy podać jego numer więźniarski 119290, datę deportacji z Pawiaka, dzień przybycia do Auschwitz, datę przeniesienia do KL Natzweiler, numer aktu zgonu, a nawet godzinę śmierci. Ale żaden z tych zapisów sam w sobie nie opowiada historii człowieka. Jan Konsalik był rolnikiem ze Słuchocina, synem Adama i Pauliny, mężem Marianny i ojcem trojga małych dzieci. W kwietniu 1942 roku został wyrwany z rodzinnego życia i już nigdy do niego nie wrócił. Zmarł 1 marca 1945 roku o godzinie 2.00 w Schömbergu, mając 39 lat. Dokumenty odnalezione po latach nie mogły zwrócić rodzinie człowieka, którego straciła. Pozwoliły jednak odtworzyć znaczną część jego drogi, zachować jego nazwisko i przywrócić jego historię rodzinnej pamięci. Za numerem więźniarskim 119290 był człowiek. Nazywał się Jan Konsalik.
Źródła i podstawa opracowania
Artykuł został opracowany na podstawie dokumentów znajdujących się w zbiorach rodzinnych oraz relacji wnuczki Jana Konsalika – Małgorzaty Laskowskiej. Informacje wynikające z przekazu rodzinnego, których nie udało się potwierdzić przedstawioną dokumentacją, zostały w tekście wyraźnie oddzielone od ustaleń źródłowych.
* Polski Czerwony Krzyż, Zarząd Główny, Biuro Informacji i Poszukiwań – pismo z 21 listopada 2006 r., sygn. B. Inf. 53399/P. Zawiera informacje pochodzące z imiennej ewidencji strat wojennych PCK oraz wcześniejszych materiałów poszukiwawczych, w tym dane dotyczące Pawiaka, KL Auschwitz, KL Natzweiler, Dautmergen i Schömbergu. Dokument przywołuje również zgłoszenie Marianny Konsalik z lat 1976–1977 oraz wskazuje Ehrenfriedhof w Schömbergu jako miejsce pochówku Jana.
* Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, Archiwum – pismo z 8 maja 2007 r., L.dz. I-Arch-i/1288/07. Kwerenda archiwalna potwierdza przybycie Jana do KL Auschwitz 29 kwietnia 1943 r., nadanie numeru więźniarskiego 119290, zachowane zapisy dotyczące jego pracy oraz umieszczenie go 23 sierpnia 1944 r. na liście więźniów przeniesionych z KL Auschwitz do KL Natzweiler.
* Standesamt Schömberg – Sterbeurkunde nr 748/1945, odpis wystawiony 18 października 2007 r. Dokument zapisuje zmarłego jako „Johann Kosalik”, wskazuje datę urodzenia 1 stycznia 1906 r., miejsce urodzenia „Sluchocin, Polen”, Arbeitslager Dautmergen jako miejsce jego pobytu oraz potwierdza śmierć 1 marca 1945 r. o godz. 2.00 w Schömbergu.
* Relacja rodzinna Małgorzaty Laskowskiej, wnuczki Jana Konsalika – dotycząca życia Jana i jego rodziny przed aresztowaniem, okoliczności zatrzymania, starań Marianny o pomoc uwięzionemu mężowi oraz późniejszych, wieloletnich poszukiwań jego losów.
Dokumenty i materiały rodzinne udostępnione na potrzeby opracowania przez Małgorzatę Laskowską.