Mieczysław Wiecheć
Polski robotnik przymusowy z Mogilan. 20 stycznia 1943 roku, na rozkaz Reichsführera SS, stracono go na skraju lasu koło Sulpach. Miał 23 lata.
Mieczysław Wiecheć urodził się 1 listopada 1919 roku w Mogilanach pod Krakowem. Był katolikiem, kawalerem, miał brata i siostrę. Okoliczności, w jakich trafił do Niemiec, pozostają nieznane. Wiadomo, że jako robotnik przymusowy pracował najpierw w rejonie Göppingen, a później w gospodarstwie rolnym w Sulpach — dziś części Ebersbach an der Fils.
Mieszkańcy zapamiętali go jako młodego, inteligentnego i muzykalnego człowieka. Mówił po niemiecku, znał też inne języki, czytał książki. Młodzież z sąsiedztwa rozmawiała z nim chętnie i nazywała go po prostu „Mietek”.
zm. 20 stycznia 1943, Sulpach (Ebersbach an der Fils)
pochowany: Stadtfriedhof Tübingen, Gräberfeld X
Z czasem jego położenie w gospodarstwie się pogorszyło. Pojawiły się konflikty, a potem zarzuty dotyczące jego zachowania wobec córek gospodarza. Zachowane materiały nie pozwalają uznać tych oskarżeń za dowiedzione. Wskazują raczej na splot osobistych relacji, miejscowych napięć i denuncjacji.
Dla Polaka w Rzeszy nie miało to znaczenia. Wystarczyło samo oskarżenie. Żandarmeria zatrzymała Wiechecia i osadziła w miejscowym areszcie. Następnie przejęło go Gestapo w Stuttgarcie, które uwięziło go w Welzheim. Sądu nie było. O jego losie zdecydowano w Berlinie.
20 stycznia 1943 roku
Dwa dni wcześniej burmistrz Ebersbach otrzymał zawiadomienie od Gestapo: na rozkaz Reichsführera SS Mieczysław Wiecheć zostanie powieszony 20 stycznia o godzinie 9.00 w pobliżu Sulpach.
Egzekucja miała być przestrogą. Polskim robotnikom przymusowym z okolicy nakazano zebrać się przed ratuszem. Stamtąd poprowadzono ich na miejsce, by patrzyli, jak umiera ich rodak.
Mieczysława przywieziono z Welzheim. Świadkowie zapamiętali ostrzyżoną głowę, więzienny strój i strach. Na miejscu rzucił się do ucieczki w stronę lasu. Pościg trwał około pół godziny. Schwytanego doprowadzono z powrotem pod szubienicę.
Wyrok wykonano. W dokumentach zapisano godzinę śmierci: 9.25. Trzech polskich robotników zmuszono, by zdjęli ciało i złożyli je w drewnianej skrzyni.
Rodzina nie otrzymała ciała. Przekazano je do Instytutu Anatomii Uniwersytetu w Tybindze. Szczątki pochowano później na tamtejszym cmentarzu miejskim, na Gräberfeld X — kwaterze, w której spoczywają ofiary narodowego socjalizmu, których ciała trafiły do anatomii.
Bliskich w Polsce nie wolno było zawiadomić o jego śmierci. Rzeczy, które po nim zostały — ubrania, dwa kufry, skórzaną teczkę i mandolinę — sprzedano. Z uzyskanej kwoty potrącono koszty przygotowania miejsca egzekucji.
Miejsce pamięci
Przez dziesięciolecia historia Mieczysława Wiechecia przetrwała we wspomnieniach świadków i w aktach. Dopiero badania w archiwum miejskim Ebersbach pozwoliły odtworzyć jej przebieg.
20 stycznia 2007 roku, w 64. rocznicę egzekucji, w miejscu jego śmierci odsłonięto pomnik. Prowadzą do niego oznaczenia od parkingu przy Kompostierplatz w Bünzwangen. Ostatni odcinek trzeba przejść pieszo.
Chciano, by zniknął bez śladu: bez grobu, bez wiadomości dla rodziny, bez rzeczy, które mogłyby o nim świadczyć. Dziś jego nazwisko stoi na skraju lasu, w tym samym miejscu, w którym odebrano mu życie.