Jan Galos, Polak. Rodzi się 19 października 1904 roku w Rącznej (okolice Krakowa). Jako dziecko zapewne poznaje strach, głód i ubóstwo podczas I wojny światowej... Jest jednym z czworga dzieci Bronisławy i Stanisława Galosów. W wieku 17 lat traci ojca.

 

Jan: syn, brat, mąż i ojciec. Dla obecnie żyjących: ojciec, dziadek, pradziadek, prapradziadek oraz prapra-pradziadek.

 

Babcia Józefa. Na dzień 24 marca 2025 roku, kiedy spisywane są niniejsze wspomnienia, jest jedyną żyjącą osobą, która pamięta Jana Galosa. Dlatego też do niej zwracam się z prośbą, aby zanurzyła się trochę w przeszłości i pomogła w ten sposób zachować pamięć o swoim ojcu – dla przyszłych pokoleń.

 

Dla zachowania naturalności i swobody wypowiedzi, proponuję babci, abyśmy wpierw nagrały jej wspomnienia. Poniższy zapis jest krótką próbą spojrzenia jej dziecięcymi oczami    na rodzinne wydarzenia z lat 1939–1940.

 

92-letnia pani Józefa, z domu Galos, na pytanie o pierwsze wspomnienia z czasów dzieciństwa, zawsze wspomina koszyczek, elementarz, tabliczkę i dedykowaną do niej kredę. Bardzo cieszyła się, że pójdzie do szkoły – miało to być 1 września 1939 roku. Przenieśmy się zatem wyobraźnią w tamte dni...

 

Rok 1939, wakacje. Jan, tata babci, dla swojej jedynaczki wije z wikliny koszyczek, w którym ona ma ponieść elementarz do nauki. Musi to być bardzo ładny koszyk, bo pradziadek zawodowo trudni się wikliniarstwem. Babcia jest bardzo szczęśliwa z prezentu, który tatuś tworzy dla niej własnoręcznie. Z niecierpliwością wyczekuje 1 września.

 

Niestety, radość małej dziewczynki szybko zamienia się w niepewność, smutek i lęk. Obok obrazu wyprawki szkolnej w pamięci pojawiają się słowa taty: „Dziecko, nie pójdziesz dziś do szkoły.” „Jest wojna” – dodaje.

 

Wojna. Co to oznacza dla 7-letniej dziewczynki? Dla niej i dla koleżanki Zosi z sąsiedztwa: rozczarowanie – z pewnością do szkoły dziś nie pójdą. Nie wiadomo w ogóle, czy pójdą, a jeśli tak – to kiedy?

 

Ten dzień zapada naszej babci w pamięci. Na całe życie. To życie pokaże potem, że to niejedyne nieszczęście, z jakim przyjdzie się zmierzyć małej Józefie w czasie wojny. I nie ostatni dramat, który dotknie Jana Galosa.

 

1 września 1939 roku.

 

Skąd Jan dowiaduje się, że wybuchła wojna? Sąsiad, dobry kolega, z samego rana przychodzi z tą wieścią. We wsi ludzie bogatsi mają radio – od nich zatem reszta dowiaduje się o wydarzeniach.

 

Tego dnia Józia widzi dorosłych bardzo smutnych. Mama ma zapłakaną twarz. Tata próbuje wytłumaczyć córce: „Niemcy wydali nam wojnę (...) Będzie trochę strachu, na pewno i głodu też.”

 

Ludzie wokół rozważają między sobą: „Jak polecą samoloty?”, „[Niemcy] będą niszczyć Kraków.”

 

A dzieci... Czy jest jakaś rozrywka w późniejszym czasie? Taka, która pozwoli małym dziewczynkom zapomnieć na chwilę o strachu? Tak. Samoloty – ale nie wszystkie. Tylko te, które zrzucają ulotki. Józia i Zosia zbierają po polach spadające z samolotów karteczki. Mama Józi patrzy na te ulotki i wrzuca je do pieca, aby było czym ogrzać izbę.

 

A przed 1 września? Jak w ogóle żyje pradziadek i jego rodzina?

 

Wczesne dzieciństwo pani Józefy to życie w jednej izbie. Tu mieszka czterech dorosłych: babcia Bronia – matka Jana Galosa, brat Jana – Mikołaj, Jan z żoną oraz ich dziecko – córka, a nasza babcia.

 

Bywa ciasno, dlatego też rodzice Józi planują, że będą zbierać pieniądze i kupią kawałek pola, aby wybudować dom. Rok przed wybuchem wojny Jan wyjeżdża do Czech. Pracuje za granicą kilka miesięcy. Uczy tam innych grodzenia kwietników. Jego jedynaczka tęskni za nim. Babcia Bronia pociesza ją i obiecuje, że jak tata wróci, to na pewno coś swojej córeczce przywiezie. I tak się dzieje.

 

Jan wraca do swojej rodziny w Wigilię. „Pewnie jakąś ciuchcią” – dopowiada dziś nasza babcia.

 

Wigilia 1938 roku. Józia z niecierpliwością wyczekuje ojca, nie może spać. Koniecznie musi się z tatusiem zobaczyć. Tata nie zawodzi. Mocno córkę całuje i ściska z tęsknoty. Przywozi jej słodycze – piękne, kolorowe kaczki z czekolady.

 

Ma jednak jako mężczyzna jeszcze jedno zadanie do wykonania... Wigilia, a tu nie ma w domu drzewka. Nie dywaguje długo – idzie do lasu. Ścina wierzchołek drzewa iglastego i na stragarzu pod sufitem w domu zawiesza. Teraz radość córki nie ma granic. Może słodyczami przyozdobić zielone, pięknie pachnące drzewko.

 

Czy dziewczynka zasypia tej nocy? Pełnej wrażeń i dziecięcej radości?

 

A jak wygląda nasz przodek w oczach córki?

 

Jan Galos jest szczupłym mężczyzną, odrobinę wyższym niż jego żona Joanna. Ma czarne, kręcone włosy. Babcia, jego córka, odziedziczyła charakter włosów właśnie po nim – też cała w loczkach. Pradziadek nosi długi płaszcz lagram, rozcięty z tyłu.

 

Jeden z sąsiadów wraca czasem od Żyda, który prowadzi sklep w Rącznej, z kiełbasą na szyi i mawia do Jana Galosa: „Kupiłem korale [żoneczce]”, a Jan tylko się zaśmiewa.

Koło domu rośnie grusza: Bera Złota. W ciepłe dni wiosną oraz latem nasz pradziadek siada na małym stołku przed wejściem do chałupy i w cieniu tego ogromnego drzewa grodzi. Obok stołka leży obowiązkowo balia z wodą – pręcie trzeba przecież namoczyć...

 

„Było co jeść [przed wojną]” – mówi nasza babcia. Pradziadek umiał grodzić i z tego pieniądz był.

 

Babcia Bronia posiada krowę, dzięki temu rodzina ma mleko. Dzięki uprawie pola – ziemniaki. Po mężu pani Bronisława dostaje rentę: 39 złotych. Żyją gromadką w izdebce skromnie. Spokojnie... ale głodować – nie głodują.

 

Nastaje wojna i sytuacja przedstawia się już gorzej: utargu z koszyków już nie ma dużego.

 

Dlaczego Jan Galos decyduje się wyjechać do Niemiec? Czy nie boi się? Jedzie przecież do kraju wroga... Czy może zaufać?

 

Oboje z żoną pragną wybudować dom, stworzyć dobre warunki dla małego dziecka. Jan zapewne myśli, że będzie mógł wrócić do rodziny w każdym momencie.

 

Marzec 1940 roku. Córka żegna się z ojcem. Jan obiecuje małej: „Nie martw się, przyjadę. Przywiozę cukierki.”

 

Pradziadek nie wyjeżdża sam. Agencja pracy – Arbeitsamt przy ulicy Lubelskiej w Krakowie – werbuje z Rącznej Jana Galosa i jego dwóch kolegów. Niemcy obiecują, że za swoją pracę dostaną wynagrodzenie. Pradziadek jednak nie wie, do jakiej pracy jedzie, ani jakie będą warunki życia podczas pobytu w Niemczech.

 

Od momentu wyjazdu Jana Galosa rodzina otrzymuje od niego dwa listy. W pierwszym pradziadek pisze, że przyszłych pracowników ogolono. Do Niemiec przyjechali pociągiem.

 

Drugi list zawiera prośbę do żony, by ta starała się o jego powrót do domu. Pradziadek pisze, że jest przez gospodarza bity.

 

Czy już wtedy Jan Galos orientuje się, że decyzja o wyjeździe była błędem? Że jego pobyt na terenie Niemiec nie jest dobrowolny? Że jest traktowany jak niewolnik?

 

Okazuje się, że wyjazd do pracy to pułapka. Nie wolno mu wrócić do rodziny. Przychodzi odpowiedź: „Wróci, jak wojna się skończy.”

 

Czyli kiedy? Kiedy skończy się wojna? Jak Hitler wygra? Ile lat będą mieć wtedy jego żona i córka? Jak długo mają na niego czekać? Czy jego matka dożyje tego czasu, by jeszcze raz zobaczyć syna?

 

Z skąd bliscy dowiadują się o śmierci Jana?

 

W czerwcu ’40 przychodzi list do żony. „To był piękny słoneczny dzień” - wspomina córka Jana. Koledzy, z którymi Jan wyjechał do Niemiec piszą wiadomość do Joanny Galos, że Jan nie żyje. Zamordowali go Niemcy. Pradziadek zostaje pobity dwukrotnie. Raz, w urzędzie, do którego zgłosił się (prosił zapewne o powrót do domu lub o zmianę gospodarza), drugi raz przez gospodarza, u którego pracował. Koledzy na plecach zanoszą Jana do Brettheim, do szpitala.

 

Tato, pradziadku. Co czujesz leżąc w szpitalu? Czy boisz się, że umrzesz?

Czy przeczuwasz, że to jest Twój koniec?

Jak bardzo cierpisz fizycznie z powodu zadanych przez oprawców bólu i ran?

Jak mocno lękasz się, że możesz już nie zobaczyć więcej swojej żony, córki... i reszty rodziny??? Jak wielka jest w Tobie rozpacz?

Jak bardzo musisz czuć się samotnym?

 

Niestety. Pobicie jest na tyle dotkliwe, że nasz pradziadek nie ma szans. Umiera.

 

Jak zachowuje się Arbeitsamt po jego śmierci? Rodzina nie otrzymuje żadnej informacji. Jakby Jan Galos w ogóle nie istniał. Żona musi starać się i opłacać formalności, aby w ogóle uzyskać akt zgonu.

 

Jaka widnieje przyczyna zgonu w akcie? Astma.

 

Ani żona, ani córka nie otrzymują żadnego odszkodowania. Pani Józefie, w późniejszym czasie, urzędnicy odpisują, że jej ojciec zbyt krótko pracował w Niemczech, by należały się jakiekolwiek pieniądze.

 

Efekt? Jan Galos pracował od marca do czerwca 1940 roku w okolicy Brettheim – za darmo.

 

Czy ktokolwiek z rodziny Jana Galosa wierzy, że zmarł na astmę? Nikt.

 

Wyjechał z Polski zdrowy. W przeciągu trzech miesięcy miałby nabawić się astmy? Jeżeli nawet to prawda, to po co koledzy mieliby dodatkowo zasmucać rodzinę, pisząc o pobiciu?

 

Czyż sama śmierć młodego mężczyzny nie była wystarczającą traumą dla żony i dziecka?

 

Nie, ta historia nie ma sensu jako naturalny zgon. Jan został pobity. Zmarł w wyniku przemocy.

 

Jan Galos, Polak. Umiera w wieku 36 lat, 8 czerwca 1940 roku w Brettheim, w Niemczech.

 

Jako dziecko przetrwał I wojnę światową. II wojny światowej już nie...

 

Umiera w kraju najeźdźców i okupantów. Syn, brat, mąż i ojciec. Umiera z dala od bliskich i krewnych. Nie było mu dane wrócić do rodziny. Nie było mu dane pożegnać się i ucałować żony i córki.

 

Matka Jana ma 65 lat. Siostra Kunda – 39, brat Mikołaj – 34, brat Józef – 26. Żona Joanna – 30, a córka Józefa – zaledwie 8 lat w chwili, gdy Jan Galos zostaje zamordowany.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Janie Galosie, Tatusiu, pradziadku, spoczywaj w pokoju.

 

Córka Józefa, prawnuczki Ilona i Renata w imieniu całej rodziny

 

 

24 marca 2025 roku, Wołowice Wspomnienia Pani Józefy spisane przez wnuczkę: Ilona (tekst), Renata (korekta).

 

 

 

Informacje dodatkowe i lokalizacja: Brettheim – niewielka miejscowość położona w obrębie Rot am See, na terenie Badenii-Wirtembergii. Tu, na skromnym cmentarzu, pośród niemieckich grobów, znajduje się także grób Polaka – naszego pradziadka.

 

Tym, którzy mieli chęć i poświęcili chwilę na zapoznanie się z jego historią – dziękujemy.

 

Jan wysłał do żony dwa listy – żaden z nich się nie zachował. Jego historia okazała się nie tylko osobistą tragedią, ale także dramatem całej rodziny.

 

Prababcia i babcia rzadko rozmawiały w dorosłym życiu o tym wydarzeniu. Zarówno w czasie wojny, jak i po jej zakończeniu, los zmuszał je do codziennej walki o przetrwanie.

 

Potomkowie przez wiele lat wierzyli, że Jan Galos został zamordowany i pochowany gdzieś daleko w Niemczech. Nikt nie przypuszczał, że jego grób mógł przetrwać.

 

Dlatego w tym miejscu należą się szczególne podziękowania Panu Piotrowi – za jego pasję, cierpliwość i bezinteresowną działalność, dzięki której grób naszego pradziadka został odnaleziony i opisany na stronie projektu "Ostoja Pamięci".

 

Dziękujemy jeszcze raz, Panie Piotrze.

 

Arbeitsamt – agencje pracy tworzone przez nazistowskie Niemcy w okupowanej Polsce – były jednym z narzędzi zniewolenia. Wykorzystując biedę i rozpacz, zwabiały ludzi do pracy w III Rzeszy. Wielu z nich – jak nasz przodek – nigdy do swoich rodzin nie wróciło.

 

Po uzyskaniu informacji o istnieniu grobu, przedstawiciele naszej rodziny udali się do Brettheim. Spotkaliśmy się tam z burmistrzem miejscowości, który zapewnił nas, że grób Jana Galosa będzie pielęgnowany przez lokalne władze – na zawsze.

Jan Galos, 19.10.1904 - 08.06.1940

OSTOJA      PAMIĘCI

Ostoja Pamięci,  platforma poświęcona badaniom i upamiętnieniu polskich grobów w Niemczech, symbol pamięci i dziedzictwa historycznego.

Patronat honorowy:

Członek zbiorowy

Związku Polaków w Niemczech

 

 ©  Ostoja Pamięci  2017 - 2025