Jan Galos, Polak. Rodzi się 19 października 1904 roku w Rącznej koło Krakowa. Jest jednym z czworga dzieci Bronisławy i Stanisława Galosów. Syn, brat, mąż i ojciec. Dla obecnie żyjących: ojciec, dziadek, pradziadek, prapradziadek oraz prapra-pradziadek.
92-letnia pani Józefa, z domu Galos, zawsze wspomina koszyczek, elementarz, tabliczkę i kredę. Bardzo cieszyła się, że pójdzie do szkoły — miało to być 1 września 1939 roku.
Rok przed wybuchem wojny Jan wyjeżdża do Czech. Pracuje za granicą kilka miesięcy, ucząc innych grodzenia kwietników. Wraca do rodziny w Wigilię. Przywozi córce słodycze — piękne, kolorowe kaczki z czekolady. Nie ma w domu drzewka, więc idzie do lasu, ścina wierzchołek iglaka i zawiesza pod sufitem. Radość córki nie ma granic.
„Dziecko, nie pójdziesz dziś do szkoły. Jest wojna." Tego dnia zapada małej Józefie w pamięci na całe życie.
Mama ma zapłakaną twarz. Dzieci zbierają po polach ulotki zrzucane z samolotów. Mama patrzy na karteczki i wrzuca je do pieca, żeby było czym ogrzać izbę.
Agencja pracy — Arbeitsamt przy ulicy Lubelskiej w Krakowie — werbuje Jana Galosa i dwóch jego kolegów. Niemcy obiecują wynagrodzenie. Pradziadek nie wie, do jakiej pracy jedzie ani jakie będą warunki pobytu.
Córka żegna się z ojcem. Jan obiecuje małej: „Nie martw się, przyjadę. Przywiozę cukierki."
Od momentu wyjazdu rodzina otrzymuje dwa listy. W pierwszym Jan pisze, że przybyłych pracowników ogolono i że przyjechali pociągiem. W drugim prosi żonę, by starała się o jego powrót — pisze, że jest przez gospodarza bity.
Przychodzi odpowiedź: „Wróci, jak wojna się skończy." Wyjazd do pracy okazuje się pułapką. Jan jest traktowany jak niewolnik.
„To był piękny słoneczny dzień" — wspomina córka Jana. Pradziadek zostaje pobity dwukrotnie — raz w urzędzie, drugi raz przez gospodarza. Koledzy na plecach zanoszą go do Brettheim, do szpitala. Pobicie jest na tyle dotkliwe, że Jan nie ma szans. Umiera 8 czerwca 1940 roku w wieku 36 lat.
W akcie zgonu jako przyczynę śmierci wpisano: astma.
Brettheim — niewielka miejscowość w obrębie Rot am See, w Badenii-Wirtembergii. Tu, na skromnym cmentarzu, pośród niemieckich grobów, znajduje się grób Polaka.
Po uzyskaniu informacji o istnieniu grobu, przedstawiciele rodziny udali się do Brettheim. Spotkali się z burmistrzem miejscowości, który zapewnił, że grób Jana Galosa będzie pielęgnowany przez lokalne władze — na zawsze.
Janie Galosie, Tatusiu, pradziadku — spoczywaj w pokoju.
Córka Józefa, prawnuczki Ilona i Renata w imieniu całej rodziny.